Kolekcja BEZTROSKA  to moja pierwsza kolekcja obrazów. W jej  skład wchodzą w sumie 23 obrazy: 4 na płótnie, malowane farbami akrylowymi, oraz 19 na papierze: malowane głównie akwarelami.

Do tej pory tworzyłam oddzielne, niepowiązane ze sobą prace.

Skąd pomysł na stworzenie kolekcji? Niedawno brałam udział w kursie dla artystów, organizowanym przez Kasię Ekes. To właśnie Kasia zdradzała nam – uczestnikom krok po kroku etapy powstawania jej kolekcji i zachęcała nas do pracy w kolekcjach.

Postanowiłam spróbować. W poniższym wpisie dowiesz się jakie były etapy powstawania mojej pierwszej kolekcji, czy polecam taki sposób pracy, co było łatwe, co trudne, i czego dowiedziałam się o sobie.

 

Etapy powstawania kolekcji krok po kroku:

 

1. Pomysł

Pomysł nowej kolekcji przyszedł do mnie po czerwcowym remoncie: kiedy moje nerwy były zszargane, a przede mną rozciągała się perspektywa słodkiego wakacyjnego lenistwa.
Idea przychodziła do mnie powoli. Najpierw przyszło słowo (kocham słowa, pisanie jest dla mnie równie ważne, jak malowanie).
To słowo to BEZTROSKA. Zaczęłam sobie wyobrażać z czym mi się kojarzy beztroska.
Wykonywałam pierwsze szkice, wracałam myślami do scen z życia, kiedy czułam się beztrosko. Były to głównie wakacje i sceny z dzieciństwa. Ale później, na końcu, przyszła do mnie myśl, że całkiem lekko, beztrosko i na swoim miejscu czuję się, będąc blisko natury. A blisko natury można być na co dzień! To moje małe wspaniałe odkrycie, dlatego natura była chyba moją największą inspiracją.
Wiedziałam już, jaka będzie ta kolekcja: wesoła, lekka, beztroska, kolorowa, abstrakcyjna, biomorficzna (bliska natury, przypominająca elementy natury).
Kiedy już przyszła do mnie idea, dalszym krokiem było  określenie kolorystyki i techniki, w jakiej wykonam prace.
Myślałam o kolorach, które się z beztroską kojarzą. I o kształtach. A także o sposobie malowania: z miejsca bez stresu, z wolną głową, malowania beztroskiego, bez zmartwień. Spokojnego eksperymentowania, wylewania farb i obserwowania gdzie popłyną. Myślałam o rozrastających się grzybniach, szumiących drzewach, wabiących cudowną wonią kwiatach, falujących rafach koralowych…
Myślałam też o technice: zależało mi, żeby w tej kolekcji wykorzystać jak najwięcej akwareli i trochę je odczarować. Większości ludzi akwarele kojarzą się z pejzażami. A dla mnie to idealna technika do tworzenia obrazów abstrakcyjnych!
Czy w takim razie dużo nad tym myślałam: na etapie powstawania idei i wymyślania techniki tak. Ale kiedy idea  się wyklarowała, wiedziałam, że dalej muszę wyłączyć myślenie i zacząć zabawę. Beztroski proces bycia z farbami.

 

 

2. Praca twórcza

Ile czasu pracowałam nad kolekcją? Około dwa miesiące. Ale nie malowałam codziennie. Były dni, kiedy zajmowałam się zupełnie innymi obrazami. Okazało się, że potrzebuję odskoczni.
Praca z kolekcją jest wspaniała, bo dzięki temu można dogłębnie zająć się jednym tematem. Ale czy ja jestem typem człowieka, który przez dwa miesiące lubi się zajmować jednym tematem? NIE! To był dla mnie na początku problem, bałam się, że nie nadaję się do pracy z kolekcjami. Tęskniłam do innych tematów. Poczułam się ograniczona przez to, że zobowiązałam się do stworzenia kolekcji.

 

3. Praca (nie)twórcza

Oprócz malowania jest przy tworzeniu kolekcji ogrom innej pracy:
-wymyślenie całej logistyki: w jaki sposób chcesz sprzedawać prace, jak je pakować, jak wysyłać (np. w ramkach czy bez)
– zadbanie o zakupy:  i materiałów plastycznych, i innych potrzebnych rzeczy – opakowań, ramek itd.
-nie wspomnę o sposobie sprzedaży i przygotowaniu się do tego. Ja już mam swój gotowy sklep online, ale jeśli go nie masz to albo trzeba go stworzyć  – najlepiej przed tworzeniem kolekcji ;), albo wymyślić inny sposób sprzedaży.
-ustalenie cen: w zgodzie ze sobą oraz z pomocą kalkulatora  – rzecz naprawdę niełatwa!

 

4. Marketing

Nie mam dużej społeczności, ale starałam się działać, nie patrząc na ilość obserwujących. Albo patrząc, ale doceniając te osoby, które już mnie obserwują i ciesząc się z każdej z nich. Działałam głównie na Instagramie, pokazując proces twórczy, pisząc o moim pomyśle, pokazując niektóre prace lub ich fragmenty. Marketing to dla mnie jeden z trudniejszych elementów. Po pierwsze dlatego, że brakuje mi cierpliwości. Kiedy robię coś, a na efekty trzeba długo czekać, zniechęcam się. Bardzo mi w tym pomogło stworzenie planu działań.

 

5. Plan działań

Szukałam sposobu dobrego dla mnie, jak mogę sobie to wszystko zaplanować. Wiem, że najlepsze pomysły przychodzą do mnie podczas pisania, i to ręcznego. Prowadzę dziennik, ale ciężko wyławiać pojedyncze myśli z całego ciągu zapisków. Szukałam różnych aplikacji, ale żadna do mnie nie przemawiała. W końcu zrobiłam najprostszą rzecz na świecie, i to sprawdziło się idealnie: wydrukowałam kalendarz na dany miesiąc na kartce A4, z miejscem na notatki. To u mnie sprawdziło się idealnie! Mogłam widzieć cały miesiąc, planować posty i inne działania, a już na komputerze tworzyłam sobie całe treści do postów, przygotowywałam zdjęcia itd. Mając cały plan jak na dłoni, mogłam sobie notować co jeszcze zostało do zrobienia. Na tej podstawie wyznaczyłam też datę premiery.

 

6. Skąd wiedziałam, że kolekcja jest skończona?

Nad kolekcją pracowałam w sumie dwa miesiące, ale była to praca rozciągnięta w czasie, z przerwami na czas wakacji i na inne działania. Przez te dwa miesiące kiedy czułam w sobie lekkość i beztroskę (to był element konieczny do tworzenia tej kolekcji), siadałam i tworzyłam. Powstało tych prac sporo, myślę, że połowę z nich odrzuciłam. Pod koniec, kiedy nie wiedziałam, że to już koniec, kilka obrazów chciałam poprawić. I je zepsułam! Wtedy pomyślałam, że to oznacza koniec tworzenia, że nic już dobrego z moich dalszych działań nie wyjdzie, będę tylko psuć! Usiadłam ze wszystkimi pracami i zastanawiałam się, które są mi szczególnie bliskie, i które wg mnie są gotowe do pójścia w świat. Wybrałam 23 prace.

 

7. Sesja zdjęciowa

Kiedy obrazy były gotowe i ramy wybrane, nadszedł czas na sesję zdjęciową. Chciałam, żeby prezentowały się jak najlepiej, w scenerii natury i naturalnych materiałów. Zrobiłam sesję wszystkich obrazów w domu, w towarzystwie roślin doniczkowych, wiklinowych donic, muszelek i kamieni. Druga sesja z częścią obrazów miała miejsce w lesie. Jestem z niej szczególnie dumna, poczułam flow, poczułam, że to najlepsze miejsce do ich prezentacji.
Robienie zdjęć zajęło mi w sumie 3 dni, i kolejne 3 edytowanie zdjęć i szykowanie opisów do obrazów do sklepu.

 

8. Premiera

Obrazy namalowane, kampania marketingowa na miarę moich możliwości przeprowadzona, materiały do wysyłki przygotowane. Data premiery wyznaczona. Pozostaje teraz czekać na Was w sklepie i pakować przesyłki 😊

 

Podsumowanie

Czy praca nad kolekcją była dla mnie łatwa: nie

Czy było warto: piszę to jeszcze przed premierą, nie wiem, czy sprzedaż będzie taka, jak się spodziewam. Ale nawet, jeśli nie, uważam, że było warto. Chociażby z tego powodu, żeby spróbować czegoś nowego. Przeprowadzić taki duży projekt od początku do końca, chociaż milion razy po drodze masz ochotę rzucić wszystko w cholerę. W moim przypadku tak było. Ale dzięki pracy nad kolekcją nauczyłam się odrzucać od siebie myśli typu „czy warto…” i po prostu działać zgodnie z planem. I już to mi wystarczy, żebym mogła być z siebie dumna!

Praca nad kolekcją to duże, rozciągnięte w czasie przedsięwzięcie. I bardzo uczy cierpliwości. Nie widzisz efektów od razu, a musisz na nie czekać. Ale w pracy twórczej dobrze jest się tej cierpliwości nauczyć jak najwcześniej…